Szukaj

Posty RSS

Komentarze RSS

 

Anna Wierzbicka – najbardziej znana polska językoznawczyni

maj 20

Anna Wierzbicka urodziła się w Warszawie niedługo przed wybuchem II wojny światowej, wczesne dzieciństwo spędziła w obozie pracy w Hameln.  W 1954 roku (w wieku 16 lat) rozpoczęła naukę na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Po uzyskaniu dyplomu kontynuowała swoją pracę naukową w Instytucie Badań Literackich PAN. W 1972 roku wraz z mężem wyjechała do Australii, gdzie do dziś pracuje w Australian National University. Pani Wierzbicka może pochwalić się przynależnością do Australian Academy of Humanities, Australian Academy of Social Science, Rosyjskiej Akademii Nauk i Polskiej Akademii Umiejętności. Ponadto jest laureatką nagrody Humboldta (1995), Międzynarodowej Nagrody Dobruszyna (2010) oraz Nagrody Fundacji na rzecz Nauki Polskiej (2010). Otrzymała tytuł doktora honoris causa na Uniwersytecie Marii Skłodowskiej-Curie i Uniwersytecie Warszawskim.

Czym zasłynęła na świecie Anna Wierzbicka? Językoznawczyni stworzyła naturalny metajęzyk semantyczny, jeden z przyrządów językoznawstwa kognitywnego. Metajęzyk odwołuje się do najprostszych pojęć występujących we wszystkich językach świata, które posiadają maksymalnie zbliżone znaczenie. Język jest wciąż udoskonalany i poszerzany. Słownik metajęzyka składa się z kilkunastu gniazd językowych. Dla przykładu słowa pierwszego gniazda to: ja, ty, ktoś, coś, ludzie, ciało. Ze słów sklasyfikowanych
w poszczególnych gniazdach buduje się schematy. Pozwala to na porównanie tłumaczonych słów w różnych językach. Metajęzyk wymyślony przez Annę Wierzbicką znajduje zastosowanie m.in. we wspomnianym już językoznawstwie kognitywnym, psychologii, czy komunikacji międzykulturowej.

Pomimo życia na emigracji, językoznawczyni zachowuje ścisły kontakt ze światem polskim. Regularnie przyjeżdża do Polski, gdzie wygłasza wykłady, a ponadto publikuje w polskich czasopismach naukowych.

(IM)

Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
  • Blip
  • Digg
  • Technorati
  • del.icio.us
  • Blogger.com
  • LinkedIn

Tautologia i pleonazmy – co to takiego?

kwi 29

Pomimo, że wyrażenia takie jak tautologia lub pleonazm mogą wydawać nam się obce – zjawisko to odnosi się do codziennych błędów w mowie potocznej, popełnianych często nieświadomie. A mianowicie, są to wyrażenia złożone z wyrazów o takim samym lub bardzo podobnym znaczeniu. Na pewno każdemu z nas zdarzyło się powiedzieć „tylko i wyłącznie“ lub „spadać w dół“ nie będąc świadomymi, że właśnie popełniliśmy błąd. Takich przykładów jest wiele:

  • pełen komplet
  • akwen wodny
  • cofać się do tyłu
  • tworzyć utwór
  • kontynuować dalej
  • okres czasu
  • wzajemna współpraca
  • zabić na śmierć
  • fakt autentyczny
  • w miesiącu maju

Pleonazmami są również skrótowce np. Numer NIP lub artykuły AGD, gdzie po rozwinięciu skrótu otrzymamy powtórzenie, np. artykuły artykuły gospodarstwa domowego.

Jednak w praktyce nie jest to powszechnie uznawane za błąd, ze wględu na pewne trudności oraz nieporozumienia, które mogą wywołać. Tak jak w przypadku pleonazmów pozornych – np. Podatek VAT. Skrót VAT odnosi się do słowa tax w języku angielskim, które oznacza podatek, ale nie jest powszechnie używane w języku polskim (stąd nazwa pleonazm pozorny).

Znane na pewno będą również każdemu epitety tautologiczne. Epitety te są powtórzeniem, określeniem wyrażającym oczywistą właściwość danego przedmiotu:

  • zimny lód
  • kruche szkło
  • słodki cukier

Być może po tej krótkiej lekcji polskiego, wielu z Was „złapie się“ na popełnianiu takich potyczek językowych, które do tej pory występowały nieświadomie.

(IL)

Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
  • Blip
  • Digg
  • Technorati
  • del.icio.us
  • Blogger.com
  • LinkedIn

Praktykant w Biurze Tłumaczeń

kwi 28

Praca i codzienne funkcjonowanie biura tłumaczeń uzależnione są głównie od ludzi, którzy na co dzień w nim pracują. Pewnie uznacie to za banał, ale taka jest prawda. Przecież nie posadzimy przy biurku robota, który będzie rozmawiał z petentami, odpisywał na maile i tłumaczył teksty. Bez ludzi biuro nie istnieje.

Przeważnie w biurze tłumaczeń każdy ma swoją funkcję, jest za coś odpowiedzialny. Często jedna osoba nie wystarcza, więc tworzy się całe działy. Praca opiera się głównie na ‘team work’, czyli na bliskiej współpracy ludzi wewnątrz działu, a także poszczególnych działów i ich pracowników pomiędzy sobą. Praca działów ściśle się łączy, np. Sales Manager pozyska nowego klienta, dla którego zlecenia później realizuje któryś z prężnie działających i czuwających nad projektami Project Managerów. Po zakończeniu projektu tłumaczeniowego, zarówno rozliczeń z tłumaczami jak i z klientami dokonuje Dział Księgowy. Nad przepływem informacji czuwają informatycy i graficy. Do ich obowiązków należy także dbanie o graficzną jakość oddawanych klientom dokumentów. Z kolei płynnej pracy biura pilnuje specjalista HR, który poszukuje i zatrudnia nowych tłumaczy, pracowników biura oraz praktykantów czy stażystów.

Skupmy się przez chwilę na tych ostatnich. Jest wiele obszarów, w których praktykant może się sprawdzić. Najczęściej obowiązków jest dużo. Stażysta często obejmuje stanowisko asystenta, począwszy od marketingowców i sprzedawców (Sales Managers), poprzez kierowników projektów (Project Managers), informatyków i grafików (potocznie zwanych IT Specialists), a skończywszy na osobach w dziale księgowym (Accounting Managers/Specialists). Jakie obowiązki należą do asystentów wspomnianych wyżej pracowników? To często uzależnione jest od rodzaju praktyki/stażu na jaki się zobowiązali, niemniej jednak niektóre zadania będą się powtarzać bez względu na charakter podejmowanej pracy. Po pierwsze (i najważniejsze), jest to stała pomoc pracownikom biura tłumaczeń! Pod tym zagadnieniem kryje się masa codziennych obowiązków uczącej się osoby. Spróbuję przedstawić je, wydzielając odpowiednio poszczególne działy.

Project Manager: tłumaczenia (głównie te pilne (często ekspresowe), ale takie, które nie będą nastręczać zbyt wielu problemów młodemu adeptowi); korekty językowo-stylistyczne; formatowanie plików i obróbka graficzna, spisywanie nieedytowalnych dokumentów przeznaczonych do tłumaczenia; kontakt z tłumaczami i korektorami; kontakt bezpośredni z klientem indywidualnym;

Sales Manager: kontakt z klientami biura – jest to zarówno pozyskiwanie nowych klientów, jak i ciągła współpraca i rozmowy z obecnymi; przygotowywanie materiałów marketingowych dla klientów biura oraz dla wewnętrznych potrzeb;

IT Specialist: formatowanie, obróbka graficzna oraz przygotowywanie plików do tłumaczenia; czuwanie nad przepływem informacji w biurze; kontrola sprzętu oraz codzienna pomoc pracownikom biura;

Accounting Specialist/Manager: rozliczanie bieżących projektów zarówno po stronie tłumacza, jak i klienta; księgowanie, fakturowanie; sprawy administracyjne i finansowe biura;

Praktyka tłumaczeniowo-korektorska: w większości biur tłumaczeń istnieje także możliwość odbycia praktyki w charakterze tłumacza lub korektora. Z nimi bywa różnie, niektóre biura honorują jedynie praktykę stacjonarną (odbywaną w siedzibie biura), inne zaś akceptują także praktykę zdalną (praktykant kontaktuje się z pracownikami biura mailowo i telefonicznie z dowolnego miejsca na ziemi, w godzinach pracy biura). Ta opcja jest rzadziej wybierana, ponieważ znacznie utrudnia współpracę.

Wydawałoby się, iż najistotniejszą kwestią jest wynagrodzenie. Bardzo często praktyki są nieodpłatne. Czymże jednak jest praca „na żywym organiźmie”, ze zgranym zespołem, który na swoim koncie ma kilka tysięcy wspólnie wykonanych projektów tłumaczeniowych? Jak ma się wypłata do gromadzenia tak cennego doświadczenia i uczenia się od specjalistów w swoich dziedzinach, którzy codziennie obsługują ciekawe projekty? Tych rzeczy nie da się kupić, ani wpisać do CV bez żadnego poparcia. Trzeba to przeżyć i doświadczyć „na własnej skórze”.

Jeśli więc, Drogi Czytelniku, chciałbyś przeżyć przygodę z zespołem ATOMINIUM i dołączyć do nas choćby na czas praktyki, zapraszamy do kontaktu. CV wraz z listem motywującym możesz wysłać na adres hr@atominium.com lub info@atominium.com.

Zapraszamy do wspólnej przygody!

(DP)

Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
  • Blip
  • Digg
  • Technorati
  • del.icio.us
  • Blogger.com
  • LinkedIn

Językowe pułapki polsko-rosyjskie

kwi 27

Istnieje rozpowszechniona opinia o dużym podobieństwie pomiędzy językiem polskim i rosyjskim. Pochodzą z tej samej rodziny języków słowiańskich, posiadają podobną strukturę gramatyczną – odmieniają się przez przypadki, osoby, czasy. Niektóre słowa brzmią nawet tak samo. Ale czy można temu ufać? Jeden z wcześniejszych wpisów poruszał temat fałszywych przyjaciół tłumaczy, których w języku rosyjskim jest na pęczki. Jeśli wybierasz się do Rosji warto zapamiętać najczęstsze „wpadki” popełniane przez Polaków.

Z pozoru proste wyrażenie „kawior w puszkach”, które tak bardzo kojarzy się z Rosją, może wprowadzić przypadkowego Iwana w konsternację, bowiem po rosyjsku oznacza to „dywan w armatach”. „Diwan” natomiast to nic innego tylko „kanapa”. Problemy mogą pojawić się w trakcie zakupów, ponieważ nasz swojski „sklep” to „grobowiec”. Zdarza się, że słowa brzmiące bardzo podobnie znaczą swoje przeciwieństwa – jeśli Rosjanin coś „zapomnit” znaczy to, że coś zapamięta. Parę pułapek czeka na nas także w kuchni – zupa kryjąca się pod nazwą „rossol’nik” to nie nasz typowo niedzielny rosół, a „zupa ogórkowa”. Jeśli jakiś znajomy Rosjanin ostatnio stracił na wadze  lepiej nie mówić mu, że jest „hudszyj”, ponieważ usłyszy, że jest „najgorszy”. Rosyjskie babuszki mogą „gadat’”, ale znaczy to, że wróżą. A to jedynie czubek góry lodowej.

Bardzo pomocnym zarówno dla tłumaczy, jak i początkujących adeptów języka rosyjskiego jest Polsko-rosyjski słownik fałszywych przyjaciół tłumacza Andrzeja Wijasa wydany w 2014 roku w Krakowie.

(IM)

Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
  • Blip
  • Digg
  • Technorati
  • del.icio.us
  • Blogger.com
  • LinkedIn

Dziennikarz muzyczny, prezenter radiowy, tłumacz języka angielskiego… O kim mowa?

kwi 04

Nazwisko „Beksiński” kojarzy się głównie ze znanym malarzem – Zdzisławem. W marcu w Krakowie organizowana była nawet wystawa jego prac „Beksiński nieznany”.
Bohaterem dzisiejszego artykułu jest jednak jego syn, Tomasz (ur. 26 listopada 1958 w Sanoku, zm. 24 grudnia 1999 w Warszawie).

Niewielu zdaje sobie sprawę, jak duży był jego dorobek tłumaczeniowy. Tomasz Beksiński przetłumaczył niemal całą twórczość filmową i telewizyjną grupy Monty Pythona oraz ówczesne filmy o Jamesie Bondzie. Jego dziełem były również tłumaczenia takich filmów jak: Milczenie owiec, Dzikość serca, Czas apokalipsy, Drakula, Frankenstein, Szklana pułapka, Robin Hood – książę złodziei oraz wielu innych. Współpracował między innymi z TVP.

Często wypowiadał się na temat strategii tłumaczeniowych. W jednym ze swoich felietonów publikowanych w czasopiśmie „Tylko Rock” (Patetyczny bękart”, Tylko Rock nr 4 (92) kwiecień 1999) stanowczo krytykował nieudolne tłumaczenia audiowizualne: „Nawet najlepszym z nas zdarza się zapominać, że w tzw. szeptankach (slangowe określenie listy dialogowej czytanej przez lektora) należy unikać wołaczy. Nic bowiem nie irytuje bardziej od lektora robiącego za echo (bohater filmu biega po ekranie, wołając Mary! Mary! a głos ze studia pracowicie za nim powtarza). Imiona i nazwiska powinny być ograniczone w „szeptance” do koniecznego minimum! To nie jest dubbing: Poza tym, jeśli John rozmawia z Mary, widz rejestruje to wzrokiem. Yes! Yes! Już słyszę protesty tych, którzy „oglądają” telewizję przy kolacji lub szydełkowaniu. Ale film to nie słuchowisko radiowe (…)”

(ML)

Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
  • Blip
  • Digg
  • Technorati
  • del.icio.us
  • Blogger.com
  • LinkedIn
 
Atominium © www.atominium.com