Szukaj

Posty RSS

Komentarze RSS

 

Równość według Benettona

lut 03

Włoska firma odzieżowa Benetton opublikowała niedawno swój najnowszy plakat reklamowy, który po raz kolejny wywołał najrozmaitsze reakcje i komentarze oraz sprawił, że o marce znów jest głośno.

United Colors of Benetton słynie z kontrowersyjnych reklam nieproduktowych.

Zwykle na bilbordach nie zobaczymy nowej kolekcji odzieży czy perfum, tylko bardzo często  prowokujące zdjęcia. Ich celem jest głównie promocja równości rasowej, kulturowej, religijnej lub walka z głodem. Reklamy często ocierają się o tematy tabu i ramy ogólno przyjętych norm społecznych.

Na bilbordach sygnowanych znakiem firmowym United Colors of Benetton pojawiały się np. zdjęcia papieża całującego imama meczetu, zakonnicy całującej księdza, czarnoskórej kobiety karmiącej piersią białe dziecko czy wielorasowe rodziny.

Najbardziej zauważalne i kontrowersyjne przekazy firma Benetton zawdzięcza Olivierowi Toscaniemu i grupie jego współpracowników. Hasła przewodnie kampanii reklamowych Benettona to m.in.: „Unhate” (ostatnia kampania), „Food for life”, „Food for peace” czy „H.I.V. positive”.

Przekazy, jakie stosuje Benetton, były negatywnie odbierane głównie ze względu na to, że burzyły bajkowy świat reklam, w którym do dzisiaj przeważają wartości takie jak młodość, piękno i zdrowie.

Według samych twórców kampanii promocyjnych Benettona przekazy marki są protestem przeciwko marnowaniu talentów i pieniędzy na produkcję reklam, które nie tylko pokazują towary, ale narzucają konsumpcyjny styl życia.

Reklamy były więc głosem w sprawie wszelkiego rodzaju dyskryminacji, konfliktów zbrojnych, śmiertelnych chorób oraz wielu innych problemów, które dotyczą każdego.

Benetton pokazał światu, że można zbudować potężną markę wartą kilka miliardów euro i jednocześnie walczyć o lepsze jutro.

Więcej:

http://swiatowidz.pl/?p=4235

http://manager.money.pl/ludzie/portrety/artykul/luciano;benetton,67,0,215107.html

(AK)

Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
  • Blip
  • Digg
  • Technorati
  • del.icio.us
  • Blogger.com
  • LinkedIn

„Na dwór” czy „na pole”?

lut 02

Regionalizmy zawsze dzieliły Polaków z różnych rejonów kraju i powodowały liczne spory, która wersja jest lepsza.

Według Leksykonu Gwar Polskich regionalizmy to element językowy (cecha fonetyczna, morfologiczna, konstrukcja składniowa, wyraz, frazeologizm) występujący na części obszaru języka narodowego, ograniczonej do pewnego regionu (stąd nazwa).

Najbardziej znanym przykładem regionalizmów jest warszawskie „wyjście na dwór” i krakowskie „wyjście na pole” – osobiście dobrze znam ten problem, kiedy nagle po wyjściu z pociągu na Dworcu Centralnym wszyscy wokół mnie wychodzili „na dwór”. Ja całe życie chodziłam „na pole”. To chyba kwestia przyzwyczajenia, ale za to budząca wiele kontrowersji. W Małopolsce wszyscy wychodzimy „na pole” i jest to już tradycja, która stała się krakowskim znakiem rozpoznawczym, często nawet wyśmiewana w wielu regionach kraju.

Również popularne krakowskie zwroty „zróbże”, „pójdźże” w innych rejonach kraju są postrzegane jako śmieszne. W Krakowie rzeczone „że” słychać bardzo często i nikogo już to nie dziwi.

Wiele regionalizmów znika jednak z użytku na rzecz ogólnopolskich sformułowań stosowanych powszechnie w środkach masowego przekazu. Z barów mlecznych znikają „sznycle”, a zamiast nich w kartach pojawiają się „kotlety mielone”. W sklepach zamiast „weki” coraz częściej kupujemy „bułkę pszenną”. Z kolei na miejsce „jarzyny” wprowadza się warszawska „włoszczyzna”, a na miejsce „borówek” – „jagoda”.

Regionalizmy są dowodem na to, że mamy własną tożsamość i tradycję językową. Według mnie wymagają szacunku i z pewnością powinny być nadal używane w języku potocznym.

Więcej:

http://krakow.gazeta.pl/krakow/1,44425,10875121,Regionalizmy_w_odwrocie__Wola_dwor_od_pola.html

(AK)

Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
  • Blip
  • Digg
  • Technorati
  • del.icio.us
  • Blogger.com
  • LinkedIn

Ile lajków dostał dziś Twój post od userów?

lut 01

Mimo że mieszkamy w Polsce, angielskie zapożyczenia (a może raczej angielskie ,,intruziki”) są wszechobecne – napotykamy na nie w pracy, w radiu, w telewizji czy w prasie. Coraz częściej słyszymy ,,zrób to ASAP” (as soon as possible), zamiast ,,zrób to pilnie”, ,,muszę to forwardować”, ,,czekam na feedback” czy też „sfokusuj się”. Pani w radiu powiedziała ostatnio: ,,Odwiedzajcie naszą stronę na Facebooku i lajkujcie!” Niektóre polskie firmy oferują pracę na stanowisku ,,Managera Działu Inżynieringu” zamiast ,,Kierownika Działu Inżynierii”. Poszczególne komórki firmy mogą nawet funkcjonować tylko pod angielskimi nazwami: human resources, business development, research & development itp. Niektóre zapożyczenia, jak na przykład ,,searchować”, ,,feedbackować”, ,,coachingować”, ,,scancelować”, ,,apgrejdować”, „updejtować”, świadczą również o rosnącej w ostatnich latach tendencji do tworzenia form łączonych: zwykły angloamerykański wyraz w podstawie plus bardzo ogólnosłowiańska i produktywna końcówka tworząca czasowniki, czyli ,,–ować”.
Pytanie brzmi: Dlaczego tak się dzieje? Czy nadużywanie takich potworków słowotwórczych jest kolejnym przejawem niedbalstwa językowego?

Język angielski ma w dzisiejszych czasach bardzo silną pozycję ze względu na znaczną ekspansję amerykańskich firm i korporacji na rynku światowym. Wyjątkowo łatwo wkrada się on do codziennego słownictwa zwłaszcza w firmach międzynarodowych, które korzystają z angielskiego oprogramowania i kontaktują się z zagranicznymi klientami w języku angielskim. W dobie wszechobecnej globalizacji zjawisko to wiąże się także ze skracaniem czasu porozumiewania się w codziennej branżowej komunikacji. Często szkolenia i spotkania biznesowe odbywają się w języku angielskim, zatem łatwiej jest użyć zwrotu, którego używaliśmy podczas szkolenia, niż szybko szukać w myślach polskiego odpowiednika.
Co więcej, angielskie skrótowce i określenia mogą być przydatne w przyśpieszaniu komunikacji elektronicznej – niektóre wyrażenia rzeczywiście są wygodniejsze w wersji angielskiej (przykładowe ASAP zamiast ,,tak szybko, jak tylko się uda”). Zapożyczenia szybko zadomawiają się zwłaszcza w branży informatycznej. Ponieważ angielski jest ,,trendy”, jedni twierdzą, że osoby nadmiernie używające owych pokrętnych wyrażeń w języku obcym chcą pokazać, że są ,,international”. Inni z kolei uważają, że wynika to z upajania się kulturą anglosaską.

Summa summarum, tendencja do korzystania ze zwrotów pochodzących z języka angielskiego jest wszechobecna. Najważniejsze jest jednak, aby strzec się nieuzasadnionego przejmowania słów z języków obcych.

(EP)

Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
  • Blip
  • Digg
  • Technorati
  • del.icio.us
  • Blogger.com
  • LinkedIn

Opcja „Przetłumacz” na Facebooku

sty 31

Nie da się ukryć, że wymyślenie Facebooka w sposób rewolucyjny zmieniło życie nie tylko jego twórcy – Marka Zuckerberga – ale przede wszystkim milionów ludzi na całym świecie oraz co najmniej jednego pokolenia. Poniższy tekst nie będzie jednak dotyczył fenomenu tego medium, ale jego nowych funkcjonalności – Facebook nie ustaje w wymyślaniu kolejnych nowinek i udogodnień dla swoich użytkowników. Jedną z najświeższych zmian wprowadzonych przez portal jest funkcja „przetłumacz”, pojawiająca się obok powszechnie rozpoznawalnej ikonki „Lubię to!”. Tłumaczenie tekstu jest możliwe dzięki aplikacji Bing, która sprawia, że komentarze napisane w innych językach stają się zrozumiałe po jednym kliknięciu. Narzędzie to jest uzależnione od opinii i ocen użytkowników – ich aprobata skutkuje dodaniem tłumaczenia do bazy słownikowej Binga. Administratorzy mają za zadanie kontrolować, czy zamieszczane propozycje nie mają obraźliwego charakteru bądź też nie zaliczają się do spamu. Jak łatwo zauważyć, funkcji tłumaczenia daleko jeszcze do ideału. Widać to szczególnie na przykładzie tekstów pisanych językiem potocznym, a z racji niewysokiej średniej wieku ludzi korzystających z Facebooka takie przypadki to właściwie norma. Wraz z powiększaniem się bazy słów i wyrażeń może się to zmienić na lepsze.

Ktoś o podejrzliwej naturze może się zastanawiać, komu właściwie to służy. Rozwój opcji „przetłumacz” na Facebooku to z pewnością wizja pozytywnych zmian dla marketerów i zatrudniających ich międzynarodowych koncernów. Nowa funkcja znacznie ułatwia prowadzenie wielojęzycznych kampanii reklamowych – marketerzy mogą liczyć na to, że materiał trafi do większej liczby użytkowników z różnych krajów. Jest to także niezwykle cenne rozwiązanie dla firm zamierzających wejść na rynki zagraniczne. Tym samym firmowe „fanpage” na Facebooku mogą wkrótce jeszcze bardziej zyskać na znaczeniu. Z drugiej strony wzrost popularności opcji „przetłumacz” może się przyczynić do sytuacji, w której światowe korporacje pójdą na łatwiznę i będą stopniowo rezygnować z prowadzenia działań lokalnych, wymagających dostosowania się do obcojęzycznych użytkowników.

Nie ulega jednak wątpliwości, że nowa funkcja na Facebooku to ogromna szansa na nieustanne zmniejszanie barier językowych między jego użytkownikami. Co więcej, media społecznościowe z serwisem Zuckerberga na czele stały się narzędziem ułatwiającym ludziom współpracę i organizowanie różnorakich akcji i przedsięwzięć, co przyczynia się do tworzenia inicjatyw o zasięgu globalnym.

Marcin Bień

Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
  • Blip
  • Digg
  • Technorati
  • del.icio.us
  • Blogger.com
  • LinkedIn

Ładne mam adidasy?

sty 25

Jeśli Polak usłyszy zdanie „Idę pobiegać w moich nowych adidasach”, zrozumie po prostu, że jego rozmówca kupił sobie buty sportowe i chce w nich potrenować. Dla osób władających innymi językami takie zdanie będzie niosło inny przekaz – „kupiłem sobie buty marki Adidas i będę w nich biegać”. Skąd taka różnica? Tak jak w drugim zdaniu znaczenie poszczególnych słów jest dosłowne, tak w pierwszym przypadku możemy mówić o zjawisku nazywanym „generic name”. Dotyczy ono bardzo znanych w danych kręgach marek – ich popularność jest tak duża, że nazwa marki przenoszona jest na całą gamę podobnych produktów. Zjawisko to zachodzi w wielu różnych językach – ciekawym przykładem jest np. słowo „hoover”, oficjalnie funkcjonujące w słownikach języka angielskiego, będące odpowiednikiem polskiego odkurzacza lub też samej czynności odkurzania. Przeciętny użytkownik języka angielskiego nie zdaje sobie sprawy z faktu, że „hoover” pierwotnie był tylko nazwą marki odkurzaczów produkowanych przez jedną z amerykańskich firm.

Przykłady przejmowania nazw marek przez określone grupy produktów można by mnożyć. Wielu słów nie znajdziemy w słownikach, ale możemy określić je mianem internacjonalizmów, ponieważ funkcjonują w wielu językach – kto z nas nie kupował kiedyś pampersów, bez względu na to, co było napisane na opakowaniu pieluch? Niektórzy pamiętają jeszcze czasy, kiedy słuchało się walkmanów! Na ból głowy do dzisiaj najlepsza jest aspiryna, natomiast kiedy chcemy doprawić zupę na niedzielnym obiedzie, prosimy kogoś o podanie nam maggi.

Wymienione powyżej przykłady to tylko niektóre z najbardziej popularnych słów o tak specyficznej etymologii. W dzisiejszych czasach wiele czynników sprzyja tworzeniu się nowych „generic names”, które z pewnością można potraktować jako ciekawostki językowe. Przede wszystkim stanowią one jednak dowód na to, że język jest tworem nieustannie się aktualizującym, a o wejściu nowego wyrażenia do danego języka decydują wszyscy jego użytkownicy.

NL

Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
  • Blip
  • Digg
  • Technorati
  • del.icio.us
  • Blogger.com
  • LinkedIn

 
Atominium © www.atominium.com