Szukaj

Posty RSS

Komentarze RSS

 

Translation to luftu, czyli o urokach automatycznych translatorów

wrz 22

Myślałam, że po tylu latach pracy w tej branży nic mnie już nie zdziwi, a jednak. W ostatnich dniach media obiegła wiadomość o fatalnej wpadce Ministerstwa Edukacji Narodowej, które na swej anglojęzycznej stronie internetowej podało informację, że mieści się w Warszawie przy… alei Gestapo. Skąd ten szokujący błąd? Przy tworzeniu obcojęzycznych wersji swej strony ministerstwo skorzystało z automatycznego translatora firmy Google. Niestety resort ma pecha: mieści się przy al. Szucha, a ten warszawski adres Google’owi kojarzy się tylko z siedzibą gestapo. Czyżby translator firmy Google zatrzymał się w rozwoju 70 lat temu?

Sprawdziłam i przestrzegam mieszkańców innych polskich ulic, którzy chcieliby skorzystać z automatycznego tłumacza. Zainspirowana powyższym przykładem, zaczęłam szukać w translatorze Google’a wydarzeń związanych z II wojną światową. I co się okazuje? Jeśli mieszkasz przy ulicy Grota-Roweckiego, to według Google’a twoim adresem jest Street cave-Roweckiego. „Przebieg Akcji pod Arsenałem” to „Shares process Arsenal”. Nie mówiąc już o tym, że według Google’a wszyscy mieszkańcy Oświęcimia mieszkają w Auschwitz.

Powiem krótko: automatyczne translatory nie nadają się do tłumaczenia. Jeśli można je do czegoś wykorzystać, to chyba tylko do nauki, jak nie należy tłumaczyć, i ewentualnie jako niewyczerpane źródło dowcipów. Język jest organizmem zbyt złożonym i subtelnym, aby ująć go w algorytmy i równania. Zauważmy, że we wszystkich podanych powyżej przykładach mamy do czynienia z bardzo łatwymi tekstami. Nie ma tu wyrafinowanych konstrukcji językowych, idiomów, porzekadeł i przysłów, metafor, niuansów stylistycznych, kolokacji, aluzji kulturowych, żartów słownych. Nie ma tu nawet żadnej gramatyki i składni, ani jednego zdania podrzędnie złożonego. Jeśli Google ponosi sromotną klęskę przy tak łatwym, niemal słownikowym tłumaczeniu, to nietrudno się domyślić, jak wyglądają przekłady bardziej złożonych tekstów w wykonaniu automatycznego tłumacza.

A zresztą, po co się domyślać: oto kilka kolejnych przykładów wprost ze strony Google Translator:

PL: Chiny – Państwo Środka

EN: China – the state measure

PL: Poproszę piłkę do metalu.

EN: Please give me a ball into the metal.

PL: Doktor jest wesoły.

DE: Doctor ist Homosexuell

PL: Tłumaczenie do luftu

EN: Translation to luftu

ED

Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
  • Blip
  • Digg
  • Technorati
  • del.icio.us
  • Blogger.com
  • LinkedIn

4 Komentarze

Dodaj komentarz.

  1. Martyna
    wrz 23 at 12:40

    Czy autor/ka tego wpisu sprawdził/a też jak tłumacz Google radzi sobie z tymi „bardziej złożonymi” zdaniami? Ja sprawdziłam, w przypadku tekstów technicznych, prawniczych, ekonomicznych i medycznych (z języka niemieckiego na polski) i wyniki pokazywały, że ponad połowa zdań w tłumaczonych tekstach dała się z łatwością zrozumieć , a przypadku tekstu prawniczego było to aż 70%. I naprawdę były tam zdania, które były dobrze przetłumaczone (z maksymalnie jednym błędem np. gramatycznym).
    Przykład: Diese Bewilligung ist fünf Jahre gültig und kann verlängert werden. – Pozwolenie to jest ważne przez pięć lat z możliwością przedłużenia. 

    Błąd, o którym mowa w poście, jest oczywiście nie do przyjęcia i może budzić wątpliwości co do jakości wykonywanych przez ten program tłumaczeń. Jednak według mnie ta opinia jest bardzo jednostronna i pokazuje całego obrazu. Twórcy Tłumacza Google sami podkreślają, że ich narzędzie ma służyć osobom nie znającym danego języka na zorientowanie się, o co chodzi w tekście i ma służyć przełamaniu barier językowych. To dlatego obsługuje aż 57 języków. Jakość tłumaczenia różnych tekstów i różnych kombinacji językowych jest oczywiście różna.

    Dlatego uważam, że nie można porównywać tego narzędzia do profesjonalnych tłumaczy, bo założeniem nie jest tłumaczenie idealne, a tłumaczenie zrozumiałe. Tłumacz Google nie ma na celu ich zastąpienia/wyparcia z rynku.

    Zachęcam każdego do samodzielnych testów, jak również do lektury: http://translate.google.pl/#

  2. Tłumacz
    wrz 23 at 19:17

    Tłumacz google działa na rachunki prawdopodobieństwa. Nie sprawdza gramatyki, jedynie w matematyczny sposób liczy jaki zestaw słów będzie najbardziej odpowiedni. Przez to paradoksalnie im więcej tekstu wpiszemy tym większe prawdopodobieństwo, że dany tekst zostanie przetłumaczony poprawnie. Google posiadając olbrzymie bazy danych mogą sobie na to pozwolić, powiem więcej – za kilka, może kilkanaście lat ich translator może się okazać najlepszym rozwiązaniem dla osoby, której nie stać na tłumacza przysięgłego. Jednak w niektórych przypadkach może się okazać, że translator nie ma prawa bytu (np. tłumaczenia ustne) w takim przypadku polecam swoje usługi ;]

    [Proszę nie umieszczać słów kluczowych w podpisie bo nie do tego ono służy] – Administrator

  3. MK
    wrz 23 at 21:10

    Wielokrotnie na blogu opisywałem mechanizm działania silnika Google do tłumaczeń maszynowych. To nie prawda, że działa on tylko w oparciu o rachunki prawdopodobieństwa. Ta informacja jest już nie aktualna. System Google kiedyś opierał się tylko na statystycznym tłumaczeniu maszynowym.Teraz silnik jest ulepszonym-hybrydowym algorytmem.Opiera się również o bazy TMX. Z czasem tłumaczenia może i będą lepsze ale tak jak pisałem w swoich postach w pewnych specjalizacjach nadal taki silnik będzie miał spore problemy. Również stwierdzenie, że tłumacz maszynowy zastąpi tłumacza przysięgłego jest nadużyciem.
    Google w żaden sposób nie poniesie odpowiedzialności prawnej za takie tłumaczenie. No chyba, że Google stanie się tak wszechobecny, że sam będzie stanowić prawo niczym wielki brat w „1984″. Akurat translatory w tłumaczeniach ustnych będą miały prawo bytu a nawet mają już od lat. Urządzenia rozpoznające mowę, podręczne słowniki oraz translatory elektroniczne. Spodziewam się, że za kilka lat tak właśnie będą wyglądały rozmowy telefoniczne z zagranicznym rozmówcą.
    Mam tu na myśli zwykłą rozmowę a nie telekonferencję biznesową, w której zapadają ważne decyzje. Również na takich konferencjach tematyka jest wysoko specjalistyczna i takie translatory nie będą miały racji bytu.

    http://www.atominium.com/blog/?s=t%C5%82umaczenia+maszynowe
    http://www.atominium.com/blog/?s=recaptcha

    Warto poczytać.

  4. Jaron
    maj 18 at 21:18

    Uważam Google za bardzo dobrą pomoc w warsztacie tłumacza. Potrafi on także zapamiętać określone wyrazy użyte przez tłumacza i podsuwa je w kolejnych fragmentach tego samego tekstu. To tłumacze budują jego bazę lingwistyczną. Oczywiście z frazami i szykiem wyrazów to juz inna sprawa, ale bez kontroli maszyny przez tlumacza nasz zawód byłby bardzo nieciekawy.

 
Atominium © www.atominium.com