Czy śmierć jest kobietą?
sty 02
Problemy tłumaczeniowe mogą dotyczyć nie tylko warstwy językowej tekstu, ale także wszelkich elementów, których zadaniem jest komentowanie bądź wzbogacanie tłumaczonych treści. Taką funkcję pełnią ilustracje, zdjęcia bądź też grafiki będące ważnym elementem organizacji tekstu.
Czytając ciekawą książkę, r
zadko zastanawiamy się nad tym, jak duży wpływ na ilustracje może mieć sam język przekładu. Sposób, w jaki patrzymy na rzeczywistość oraz wyobrażamy sobie nieznane nam zjawiska, jest w dużym stopniu determinowany przez „językowy obraz świata”. Przykładem takiej sytuacji mogą być wyobrażenia śmierci w różnych kulturach, co ściśle związane jest z rodzajem gramatycznym tego słowa w danym języku. W literaturze pięknej „śmierć” jest często personifikowana i przedstawiana jako postać ubrana w ciemne szaty, z nieodłącznym atrybutem, jakim jest kosa. Dla Polaków, a także dla większości Słowian, jest to oczywiście kobieta (a raczej jej szkielet), często nazywana Kostuchą. Zupełnie inne wyobrażenie o śmierci mają Grecy – jest to dla nich mężczyzna, ponieważ w języku greckim śmierć ma rodzaj męski – Θάνατος, Thanatos. Jeżeli sięgniemy do mitologii, okaże się nawet, że mężczyzna ten jest przystojny. Podobnie sprawę widzą Niemcy – śmierć w języku niemieckim także jest rodzaju męskiego (der Tod).
Wielu tłumaczy stanęło już przed problemem braku spójności pomiędzy obrazem postaci wynikającym z tekstu a jego wersją graficzną. Jak sobie z tym radzili? W przypadku „Kostuchy” modyfikacji mogła ulec tylko ilustracja, co wiązało się albo ze stworzeniem jej nowej wersji, albo z całkowitą rezygnacją z umieszczania grafiki w tekście. Szkoda byłoby jednak pozbawiać tekst tak ważnego elementu wpływającego na estetykę książki i wyobraźnię czytelników. W wielu przypadkach rozwiązaniem problemu okazała się po prostu wersja śmierci unisex – postaci w czarnych szatach, z niewidoczną twarzą.
NL




sty 04 at 17:46
Przyznaję, że jakoś nigdy nie myślałem o śmierci jako kobiecie
W kulturze masowej, z którą mam jakąś tam styczność, śmierć jest zwykle mężczyzną (np. cykl „Świat dysku” T. Pratchetta) lub występuje w wersji unisex (twórczość Woody Allena).
sty 04 at 22:47
Ja z kolei na etapie liceum, w dużej mierze ze względu na omawiane utwory literackie i malarskie, zakodowałam sobie wizerunek Śmierci-kobiety, natomiast od momentu pierwszego zetknięcia z książkami Pratchetta nie myślę już o Śmierci inaczej jak o kościanym szkielecie, który sam swoją płeć definiuje jako męską (poprzez używanie męskich zaimków osobowych – bo kości jego płci jakoś nie definiują
). A od czasu ukazania się na polskim rynku genialnie ilustrowanego „Ostatniego Bohatera” słowo „śmierć” od razu „odpala” w mojej głowie odpowiednie obrazki, ze szczególnym uwzględnieniem błękitnego lśnienia w głębi oczodołów
.
sty 09 at 11:44
Wygląda na to, że wszystko zależy od naszych wcześniejszych „doświadczeń” ze śmiercią