Tłumaczenia | Krótki przewodnik po Chinach dla głodnych europejczyków

Szukaj

Posty RSS

Komentarze RSS

 

Krótki przewodnik po Chinach dla głodnych europejczyków

cze 17

Bariera językowa, nieumiejętność jedzenia pałeczkami oraz wegetarianizm są najczęstszymi problemami jakie mogą spotkać europejczyka w Chinach. Nawet mięsożercę może zaskoczyć widok pakowanych hermetycznie kurzych łapek leżących w supermarkecie obok półki z cukierkami.

O ile zamawianie jedzenia na ulicznych straganach nie sprawia dużego problemu – widzimy wszystko, co znajduje się w raczej skąpym menu – w restauracjach może to okazać się dużym wyzwaniem. Najgorzej, gdy kelner sprawia wrażenie znającego język angielski i na nasz widok wykrzykuje radosne Hello! Na tym najczęściej kończy się pogawędka i zaczynają schody. Tak było w przypadku jednej restauracji w Xi’an. Po bardzo krótkiej wymianie uprzejmości postanowiliśmy brnąć dalej i dostaliśmy menu. Po tygodniu spędzonym w Chinach nie zdziwiło nas już to, że wszystko było w znaczkach. Zapytaliśmy więc, czy mają coś wegetariańskiego. W odpowiedzi usłyszeliśmy nie zrozumiałą wiązankę słów w języku chińskim. Nagle pojawiła się nadzieja. Kelner na migi wytłumaczył, że możemy posłużyć się aplikacją tłumaczącą mowę, zainstalowaną w telefonie. Nie bawiliśmy się w przeszukiwanie długiej listy w poszukiwaniu języka polskiego. Po zaznaczeniu języka angielskiego i usłyszeniu sygnału powiedziałem: vegetarian. To chyba za długi wyraz dla chińskiej podróbki smartfona znanej marki. Kelner w końcu pokazał nam tłumaczenie. „Czy chodzi ci o The Dutch Veteran?” Naprawdę?! Po tylu latach nauki języka angielskiego, mozolnych zajęć z fonetyki, i rozmów z rodzimymi użytkownikami, teraz nie potrafię wypowiedzieć prostego słowa?! Po kilkunastu minutach śmiechu i nieporozumień została nam wskazana rubryka w menu. Co prawda uboga, ale zawsze to coś. Po wskazaniu palcem na jedną z pozycji kelner powiedział egg. To ja poproszę! Zapomniał dodać, że to jajko z papryką, a raczej papryka z jajkiem. Dostaliśmy kopiaty talerz zielonego chili z kilkoma kawałkami smażonego jajka.

Bezpieczniejsze jest zaglądanie ludziom do talerza. Dosłownie. Wystarczy rozglądnąć się po restauracji i wypatrzeć coś, co wygląda smacznie i wskazać na to palcem. Czasami okazuje się jednak, że ładny wygląd to nie wszystko.

Pewnego razu w Pekinie trafiliśmy do restauracji, która miała kartę dań ze zdjęciami. Co to była za ulga. Jedno z nich wyglądało na talerz pełen ciepłych nudli z warzywami. Tego mi trzeba – pomyślałem. Szybko okazało się jednak, że zamówiłem doprawioną iście po azjatycku sałatkę warzywną ze śmiesznymi, długimi chińskimi grzybkami.

Warto dodać również, że jeśli jesteśmy przyzwyczajeni do zachodnich sztućców, w Chinach czeka nas rozczarowanie. W żadnej restauracji nie spotkaliśmy tego wynalazku. Jeśli nie potrafimy przebierać pałeczkami, czeka nas głodówka lub jedzenie zupek chińskich z marketu.

Przed wizytą w Chinach radzę więc przejść przyspieszony kurs jedzenia pałeczkami, nie dać się zwodzić pozorom i zawsze zastanowić się dwa razy przed złożeniem zamówienia.

(JZ)

Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
  • Blip
  • Digg
  • Technorati
  • del.icio.us
  • Blogger.com
  • LinkedIn

Komentarze zostały zamknięte.

 
Atominium © www.atominium.com