Szukaj

Posty RSS

Komentarze RSS

 

Za co powinniśmy cenić tłumaczy symultanicznych?

paź 09

Tłumaczenie ustne symultaniczne jest najprawdopodobniej jedną z najcięższych prac umysłowych, jakie człowiek jest w stanie wykonać. Człowiek, nie maszyna, jeszcze długo pozostanie jedynym „antidotum” na bariery językowe w spotkaniach twarzą w twarz. Dlaczego?

Tłumaczenie symultaniczne wymaga wydobywania sensu wypowiedzi w jednym języku i artykułowania go w drugim, w tym samym czasie. Jest to proces równoczesny, w którym tłumacz bez pytania o doprecyzowanie myśli, bez próśb, by ktoś zwolnił tempo swojej wypowiedzi, bez wahania i przerw, musi przekazać sens słów wypowiadającej je osoby. Odbiór komunikatu, jego zrozumienie, przetworzenie i „produkcja” w innym języku odbywa się jednocześnie.

Tłumacz ustny jest zależny od osób, które tłumaczy – prędkości, a przede wszystkim „zawartości” ich wypowiedzi. Jednocześnie jednak, sam musi przetworzyć komunikat na język docelowy i poradzić sobie nawet z takimi pułapkami jak osobliwy humor, czy odmienny szyk zdania. Absolutną zmorą wszystkich tłumaczy są żarty oparte na grze słownej lub specyfice kulturowej danego kraju. Istnieją różne metody, jak radzić sobie w takich sytuacjach. Jedni mówią, żeby nie podejmować się tłumaczenia takich fragmentów, bo nigdy nie wypadają śmiesznie, inni znów, że tłumacz winny jest drugiemu rozmówcy przynajmniej wyjaśnienie, z czego śmieje się ten pierwszy. Są to jednak raczej wskazówki niż gotowe rozwiązania. Tłumacz za każdym razem podejmuje inną decyzję, uzależnioną od zaistniałych okoliczności.

Tego typu wyzwania, komplikujące i tak już ciężką pracę umysłową tłumacza, są niezwykle męczące. Dlatego właśnie tłumacze przyjmują zlecenia w tak zwanych tandemach, zmieniając się w trakcie tłumaczenia co 30 minut. Nie jest to jednak pełny odpoczynek, tłumacz, który w danej chwili nie tłumaczy, nie może się całkowicie wyłączyć – cały czas musi śledzić przebieg rozmowy, by później, gdy przyjdzie jego kolej, rozumieć kontekst wypowiedzi rozmówców. Publiczność słuchająca wystąpienia, czy słuchacze wykładu lub prezentacji mogą stracić na moment koncentrację, a nawet w sprzyjających okolicznościach zdrzemnąć się – tłumaczowi lepiej, żeby się to nie przytrafiło.

To co najciekawsze w tym rodzaju tłumaczenia, to specyficzna aktywność mózgu. Okazuje się, że dla neurologów, nawet tych najbardziej doświadczonych w pracach nad możliwościami osób dwu- czy nawet wielojęzycznych, tłumaczenie symultaniczne jest znacznie większym wyzwaniem. Podczas tego typu tłumaczenia aktywizuje się tak wiele różnych elementów, że ciężko skupić się tylko na jednym. Najważniejsza interakcja zachodzi jednak między tzw. obszarem Broki i sąsiadującymi z nim obszarami odpowiedzialnymi za rozumienie i artykułowanie myśli. Taka wzmożona aktywność wielu obszarów  mózgu wynika nie tylko (choć przede wszystkim) z tego, że tłumacz słucha i mówi równocześnie, ale także z tego, że podczas pracy tłumacz musi poradzić sobie z takimi przeciwnościami jak: jego własny głos, na którym nie może skupiać całej swojej uwagi, ale jednocześnie nie może go zupełnie lekceważyć; stres, kiepska jakość dźwięku w słuchawkach, specyficzne akcenty czy wady wymowy rozmówców.

Tłumaczenie ustne zatem nie jest tak prostym zadaniem jak mogłoby się wydawać. Obok umiejętności czysto translatorskich tłumacz musi również umieć słuchać, zapamiętywać duże ilości (często bardzo trudnych) informacji, a to wszystko w czasie, gdy kolejne zdanie rozmówcy już słychać w słuchawkach.  Jak to mówią sami tłumacze: tak, jak nie wystarczą dwie ręce, by być dobrym pianistą, tak nie wystarczy znać dwa języki, by być dobrym tłumaczem.

(AC)

Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
  • Blip
  • Digg
  • Technorati
  • del.icio.us
  • Blogger.com
  • LinkedIn

Komentarze zostały zamknięte.

 
Atominium © www.atominium.com