Szukaj

Posty RSS

Komentarze RSS

 

Wakacyjny life hack, czyli co zrobić gdy nie znasz języka

lip 17

Nie oszukujmy się – jeżeli nie dysponujesz mózgiem poligloty, masz duże szanse na to, aby wakacyjna podróż zamieniła się w dramat komunikacyjny. Zanim jednak odwołasz zagraniczną wycieczkę i uznasz, że zatłoczona plaża w Międzyzdrojach jest w sumie znośna, przeczytaj ten artykuł. Gwarantuję ci, że dysponujesz o wiele większym arsenałem, niż ci się wydaje! Oto mały poradnik jak dać sobie radę w obcym kraju, nie znając języka tubylców.

Wyobraź sobie następującą sytuację: wysiadasz na lotnisku z ulgą, że lot w końcu masz za sobą. Jeszcze tylko szybka przekąska, kawa i możesz udać się do hotelu. Zaraz, tylko w którą stronę masz iść? Co oznaczają te litery na tablicy i gdzie tak w zasadzie jest postój taksówek?  Zanim  poddasz się panice, weź głęboki oddech. Rozsądek. To teraz twoja najlepsza broń. Nie bój się również prosić o pomoc. Zawsze znajdzie się ktoś, kto pomoże zagubionemu turyście. Postaraj się zaczepić osobę, która wygląda na pracownika lotniska lub dworca. Już oni będą wiedzieć jak skierować cię do konkretnego miejsca. Codziennie mają przecież do czynienia z przyjezdnymi, dlatego śmiało możesz im zaufać. Pamiętaj jednak, żeby być przyjacielskim i grzecznym! Nikt nie lubi oburzonych i niezadowolonych obcokrajowców.

No dobrze, załóżmy, że taką przeprawę masz za sobą. Wychodzisz z hotelu, by z lekkim sercem zaczerpnąć powietrza, pozwiedzać i, kto wie, może nawet spróbować lokalnej kuchni. Jak jednak zamówić jedzenie nie narażając się na przypadkowy zakup nieco zbyt egotycznego przysmaku? Z pomocą przyjdą ci gesty. Wskazanie na konkretny punkt w menu, obrazek lub zdjęcie doskonale wyrażą twój zamiar. Co więcej, zanim wyrzucisz z siebie mieszankę wszystkich znanych ci obcych słów (yes, Ich habe some croissant, proszę), wskazanie na konkretną rzecz przyśpieszy sprawę. Bądź jednak czujny! Nie każdy gest znaczy dokładnie to samo, co w twoim kraju. Zanim wybierzesz się na zagraniczne wakacje, postaraj sie rozumieć jak są one postrzegane w miejscu docelowym. W ten sposób nie obrazisz kelnerki i być może unikniesz wizyty u dentysty w celu wstawienia nowej jedynki…

Jeżeli wszytko inne zawiedzie, zawsze możesz polegać jeszcze na najbardziej uniwersalnym języku świata: skinienie głową i uśmiech z pewnością pomogą ci przebrnąć przez niejedną „językową” sytuację. Bądź spokojny, uśmiechnięty i po prostu baw się dobrze. Udanych wakacji!

(MW)

Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
  • Blip
  • Digg
  • Technorati
  • del.icio.us
  • Blogger.com
  • LinkedIn

Kulinarny zawrót głowy

lip 07

Lato, urlopy, podróże, obce kultury, nowe zwyczaje, nieznane potrawy – to z pewnością przychodzi nam do głowy, kiedy myślimy o obecnej porze roku. Beztroskie słoneczne wakacje i wyjazdy stają się jednak często nie lada wyzwaniem, ze względu na nowości, również kulinarne. Przykładów nie trzeba daleko szukać, bardzo często swoistym „szczytem szczytów”, na który być może przyjdzie nam się wspiąć na wakacyjnym szlaku, jest właśnie kuchnia, a dokładnie to, co zaserwują nam na talerzu. Jak więc zgryźć ten przysłowiowy orzech, żeby nie nabawić się żołądkowych przygód?

Stopień trudności rzuconego nam wyzwania z pewnością zależy od miejsca, w którym się znajdziemy. Włoska pizza, hiszpańska paella, francuskie sery pleśniowe czy czeskie knedliki, raczej nie będą wymagały gwałtownego przełykania śliny ani żołądkowych torsji. Jednak im bardziej oddalimy się od Europy, tym trudniejsze może okazać się nasze zadanie. Rada? Umiar. Oczywiście warto próbować nowych smaków, ale tylko w zgodzie z własnymi możliwościami. Idealne wpasuje się tutaj słynne powiedzenie „mierz siły na zamiary”. Najlepiej podpytać tubylców, co z czym i dlaczego (się je). Nikt tak dobrze nie zna regionalnych potraw jak rdzenni mieszkańcy danego zakątka. Pamiętam pewne zdarzenie z mojej całkiem niedawno odbytej podróży do Meksyku. Usiadłam ze znajomymi w klimatycznej lokalnej restauracji, takiej do której przychodzą całe rodziny. Zaserwowano nam zamówione „pozole” (rodzaj meksykańskiego rosołu). Oczywiście, istniała możliwość, żeby doprawić zupę według własnych potrzeb, więc zupełnie nieświadoma konsekwencji z ochotą zabrałam się za czerwoną przyprawę, która wyglądem przypominała słodką paprykę. W momencie, w którym już miałam wsypać czerwone ziarenka do miski, moja dłoń zastygła w bezruchu. Znajoma Meksykanka krzyknęła: nie! Nie syp tyle, nigdy tego nie zjesz, to zbyt ostre! – zawołała z przerażeniem. W ten oto sposób pochłonęłam kolejną niezbędną w Meksyku wiedzę – przyprawy są dobre, ale tylko w niewielkich ilościach.

Druga wskazówka dotycząca wakacyjnych przekąsek jest taka: jeśli nie podoba ci się wygląd czy ogólne wrażenie zaserwowanego dania, nie ryzykuj, zwłaszcza daleko od domu. Lepiej czasem zrezygnować, zjeść kawałek dobrej pizzy i poczekać z eksperymentami na bardziej sprzyjające środowisko. Nie bez powodu mówi się, że jemy również „oczami”. Zaufaj swojej intuicji, a twój żołądek będzie ci wdzięczny. Nie daj się również zwieść widokowi zajadających się ze smakiem tubylców. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że ich brzuchy są przyzwyczajone do konkretnych smaków. Jeżeli to tylko możliwe, zapytaj czy możesz skosztować potrawę zanim zaserwujesz sobie talerz pełny egzotyki.

Kuchnia jest zatem istotnym aspektem odkrywania nowych terytoriów i poznawania kultur, ale egzotyczne potrawy bywają zdradliwe. Dobrze więc cieszyć się smakiem kulinarnych nowości, pamiętając jednak o zasadach umiaru i ostrożności. Na wszelkie kulinarne wakacyjne wyzwania już dziś życzę: smacznego!

(KT)

Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
  • Blip
  • Digg
  • Technorati
  • del.icio.us
  • Blogger.com
  • LinkedIn

Podróż do raju

cze 30

Słońce świeci, leżysz na plaży, dookoła słychać tylko szum fal i śpiew ptaków. Czy tak właśnie powinien wyglądać raj? Ja nie mam co do tego żadnych wątpliwości.

Dokładnie w takim raju miałam okazję spędzić tydzień i muszę przyznać, że był to jeden z najpiękniejszych tygodni w moim życiu. Algarve – region w Portugalii, jest kojarzony przede wszystkim z plażami, uznawanymi za jedne z najpiękniejszych na świecie. Praia do Pinhão, Praia Dona Ana, Praia do Camilo – to tylko niektóre z nich, znajdujące się w Lagos – niewielkim mieście, oddalonym około 1,5 godziny drogi autobusem lub pociągiem od Faro. Jeśli chciałbyś odwiedzić każdą z nich, musisz być przygotowany na wielokrotne schodzenie i wchodzenie po kamiennych schodach – niestety wędrowanie brzegiem morza nie jest możliwe, tak jak np. w Polsce. Widoki są jednak warte wysiłku!

Kolejne miejsce, które koniecznie trzeba zobaczyć, będąc w Algarve, to Cabo de São Vicente, czyli najdalej na południowy zachód wysunięty punkt na mapie Europy. Można dostać się tam autobusem albo zafundować sobie około 5-kilometrowy spacer z Sagres. Męczący? Oczywiście, że tak. Ale gdy w końcu dotrzesz na miejsce, będziesz z siebie naprawdę dumny – w każdym razie ja byłam J Zanim wyruszysz w drogę, pamiętaj tylko o odpowiedniej ochronie przed słońcem i wiatrem – jedno i drugie jest tam wyjątkowo silne.

Jaki jest zatem najlepszy miesiąc na podróż do Algarve? Dla mnie maj był idealny – ciepło, lecz jeszcze nie upalnie, mniej turystów, a robić można właściwie wszystko, co tylko sobie zamarzysz – spacerować, opalać się, pływać, surfować, podziwiać widoki, a nawet grać w golfa (pola golfowe są w tym regionie bardzo popularne). Każdy powinien również spróbować przynajmniej jednego lokalnego specjału kulinarnego, takiego jak grillowane sardynki, vinho verde czy pastel de nata (portugalska tartaletka).

Pewnie zastanawiasz się teraz, czy są jakieś minusy spędzenia urlopu w Algarve? Ja znalazłam jeden – mój urlop trwał zaledwie tydzień, a tydzień w raju to zdecydowanie zbyt mało…

(BB)

Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
  • Blip
  • Digg
  • Technorati
  • del.icio.us
  • Blogger.com
  • LinkedIn

Wakacyjny wywiad z CEO Biura Tłumaczeń Specjalistycznych ATOMINIUM

cze 20

Ciepło słońca na twarzy, kostki lodu pobrzękujące w napojach i długie, jasne dni. Lato już za moment obejmie nas swoimi parnymi ramionami. A jeżeli lato – to i podróże: te niezwykle w dalekie, egzotyczne miejsca oraz te bliższe ale wciąż fascynujące wojaże. Jakie podróże preferuje Piotr Beluch? Jaki jest jego ulubiony sposób na wakacyjny wypoczynek? Zapraszamy na krótką rozmowę z CEO Biura Tłumaczeń Specjalistycznych ATOMINIUM.

1. Jaka była najważniejsza podróż w Twoim życiu?

Każda podróż jest na swój unikatowy sposób ważna. Gdybym miał wybrać, byłaby to podróż do Londynu związana z rocznym stypendium The British Council i Ministerstwa Kultury i Sztuki. Jednym z „owoców” tej podroży jest Atominium.

2. Jakim językiem posługujesz się w nowym miejscu? Angielskim, polskim czy może językiem gestów?

To zależy od miejsca, ale w miarę możliwości staram się używać chociaż kilka podstawowych zwrotów w języku kraju, w którym przebywam. Uważam, że to kreuje dobrą atmosferę oraz jest przyjaznym sygnałem dla tubylców. Dzięki temu jestem w stanie o wiele lepiej poznać daną kulturę.

3. Jak wygląda Twój idealny sposób na wypoczynek?

To z pewnością wypoczynek aktywny, w każdej możliwej formie. Najbardziej jednak preferuję żeglarstwo morskie i narty.

4. Ulubione miejsce na urlop?

Pokład jachtu morskiego.

5. Czym dla Ciebie jest podróżowanie? Sposobem na odpoczynek, czy szansą na odnalezienie siebie?

Nieodzownym składnikiem ciekawego życia. Nie bez powodu mówi się, że podróże kształcą. To niezwykle przyjemy i ważny składnik naszej codzienności.

6. Aktywny wypoczynek czy może książka i drinki nad basenem?

Zdecydowanie aktywny wypoczynek, przeplatany jednak czytaniem książek.

7. Wakacyjne smaki – czy kuchnia jest dla Ciebie istotnym elementem podróży?

Kuchnia nie jest dla mnie najistotniejszym elementem podróży, chociaż poznawanie nowych smaków jest zawsze interesujące. Moim zdaniem kuchnia jest nieodzownym składnikiem każdej kultury, dlatego nie można jej całkowicie zignorować.

8. Jakiego zakątka świata zdecydowanie nie zamierzasz odwiedzić?

Nie ma takiego miejsca. Każde podróż może wnieść coś nowego, dlatego sądzę, że zamykanie się na jakiekolwiek rejony jest dużym błędem.

(MW)

Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
  • Blip
  • Digg
  • Technorati
  • del.icio.us
  • Blogger.com
  • LinkedIn

Choosing an international business name checklist

cze 07

Company name is a hard thing to translate. Using our experience in marketing translations, we have prepared a checklist of five hints for choosing a good international business name. Of course you know your business best, so listen to your gut feel, but also get some external help.


Focus on the customer

There is no such thing as a general international market. You are always targeting a certain group of people with unique languages, ethnicity and social backgrounds. So start choosing your name by getting to know your foreign customers. Chances are they might buy your product for completely different reasons than your domestic customers. Just check the competitors’ names from this market and try using solutions that have been proven to work there. Or maybe people would enjoy your product more if you just kept your current local name, as they would find it more exotic and unique? Maybe your own language name actually sounds good in English? Check what is means, including slang use in order to avoid appearing as a joke.

Keep it real

It is better to be simple and friendly than to try to look big and pompous. Try to stay close to the real people instead of faking a big faceless corporation. In fact even big corporations have numerous small brands appealing to regular people instead of one big logo. Being direct and transparent shows professionalism much better then overusing phrases like “international” and “global”.

On-line ready

Think about your web presence immediately. A short, easy to spell and intuitive name will make a convenient and practical domain. Even if it is already taken, try adding words “get”, “my”, “now” or a combination to find a free one. Again – double check if your name and the additional word do not form a hidden third word that would sound funny. Read it aloud to check how it sounds together and is easy to pronounce.

Avoid puns

Being funny breaks the ice but does not help to build trust from the customer. Do not look for a pun nor try to refer to a popular joke. People have a different sense of humour, and in another country it will probably be out of context. Jokes do not translate, so be cute and playful but avoid being odd. There are other ways to spice up your appearance to avoid being dull. Better to have a serious name with a bit less formal graphical design rather than be weird with your attempted joke.

Have it checked

Creating a good business name is tiring yet exciting at the same time. When you finally come up with a cool name, do not get too excited yet. Have a native speaker or a professional translation agency check it before you register a domain and commit the graphical project. If you are pursuing a serious business project, it is best to use a localisation service not only for the name but the whole marketing communication to translate your message so it is understandable and appealing for your new target customers.

(SW)

Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
  • Blip
  • Digg
  • Technorati
  • del.icio.us
  • Blogger.com
  • LinkedIn
 
Atominium © www.atominium.com