Przekład dzieł literackich nie jest sprawą prostą. Tłumacz musi wykazać się odpowiednim wyczuciem języka, znajomością kultury oraz tradycji danego kraju bądź też obszaru językowego i, oczywiście, poczuciem estetyki. Czasami także autorzy książek mają swój charakterystyczny styl, w który tłumacz musi się „wczuć”. Wiele kłopotów przysparzają także nazwy własne. Czy należy je spolszczać, czy może jednak pozostawić w języku oryginału? Czasami nawet same tytuły książek mają określone konotacje w języku oryginału, które bezpowrotnie tracą po przetłumaczeniu na inny język.

Jak już wspomniałam, tłumacze literatury nie mają łatwego życia, zwłaszcza jeśli porywają się na dzieła kultowe i uwielbiane przez miliony, jak miało to miejsce w przypadku Władcy Pierścieni J.R.R. Tolkiena.

W Polsce mamy dwa przekłady tego dzieła: jeden autorstwa Marii Skibniewskiej, drugi Jerzego Łozińskiego. O ile ten pierwszy doczekał się uznania i jest uważany za „kanoniczną wersję dzieła Tolkiena w języku polskim”, o tyle ten późniejszy spotkał się z falą ostrej krytyki. Co jest jej przyczyną i czym zawinił p. Łoziński, możecie dowiedzieć się z bardzo ciekawego artykułu p. Agnieszki Sylwanowicz:

http://parmadili.skf.org.pl/jrrtolkien/nprzeklad.htm

Dodam tylko, że zagorzali fani nie znają litości. Dowodem jest nowo powstałe słowo łozizm, które oznacza niezręczne, zbyt dosłowne, odbiegające od przyjętych dotychczas tłumaczenie.

m.m.

Call Now ButtonPomożemy w tłumaczeniu.Zadzwoń
Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial
LinkedIn
LinkedIn
Share
Instagram
RSS