Kiedy przebywamy w większych polskich miastach, zwłaszcza tych, które są ośrodkami akademickimi, niejednokrotnie możemy zauważyć  różnice językowe związane ze zwrotami stosowanymi w różnych częściach Polski. Osoby pochodzące z odległych zakątków kraju lub nawet z sąsiedniego województwa zaskakują i są zaskakiwane odmiennością języka stosowanego w różnych regionach. Często dochodzi do zabawnych sytuacji związanych z faktem, że jedna rzecz ma kilka nazw, a każde określenie może być odmiennie rozumiane w zależności od danego regionu.

Znanym i będącym niejednokrotnie powodem sporów jest na zwrot dotyczący określenia sytuacji, kiedy wychodzimy z budynku na zewnątrz. Niektórzy mieszkańcy naszego kraju wychodzą na dwór, inni – na pole. Dla osób wychodzących na dwór, pole jest tylko i wyłącznie określeniem miejsca, gdzie rosną warzywa. Z kolei osoby wychodzące na pole twierdzą, że dwór to określenie pięknego budynku, gdzie kiedyś mieszkała szlachta. Obie strony z przekonaniem bronią swoich racji.

Poniżej przedstawiam kilka innych zwrotów, z którymi spotkałam się ja lub ktoś z moich znajomych:

– co wkłada się niemowlakowi do ust, żeby go uspokoić? Dla jednych to smoczek, dla innych cumelek :);

– jak inaczej określić długą bułkę? Bagietka, kawiarka, a może wek? Wek dla niektórych to także słoik na przetwory;

– czym przypina się pranie rozwieszając je na sznurze? Klamerką bądź spinaczem, chociaż niektórzy twierdzą, że spinacz jest tylko do papieru;

– obuwie służące do chodzenia po domu to kapcie, chapcie, pantofle, czy ciapy?

– torba do noszenia zakupów, zrobiona z cienkiej folii  to reklamówka, zrywka, czy jednorazówka? Są miejsca, gdzie na dźwięk słowa „jednorazówka” można dostać tylko jednorazową maszynkę do golenia, ale są i takie, gdzie słysząc wyraz „zrywka”, pani ekspedientka patrzy na klienta z dziwnym wyrazem twarzy…;

– jak można nazwać produkt, który jest słabej jakości? Siajz – i wszystko jasne :);

Jednym z przykładów usłyszanych niedawno w naszym biurze, który sprowokował mnie do napisania tego tekstu, było określenie sytuacji kradzieży owoców, a dokładniej przeskakiwania przez ogrodzenie cudzej posesji i zrywania dojrzałych jabłek, śliwek lub gruszek z drzewa.  W niektórych rejonach sytuacja ta nazywa się „chodzeniem na dziorgę”, a w innych „chodzeniem na grandę”. Czy są jeszcze inne pochodne określenia tej sytuacji?

Podobne przykłady można by jeszcze długo wymieniać. Niejednokrotnie są one powodem zabawnych lub nieco niezręcznych sytuacji. Zachęcam do dodawania innych ciekawych przykładów różnic językowych, które można spotkać w naszym kraju.

MW

Call Now ButtonPomożemy w tłumaczeniu.Zadzwoń
Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial
LinkedIn
Share
Instagram
RSS